Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieszczady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieszczady. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 października 2014

Bieszczady w październiku 2014 roku

Czujesz, że żyjesz
Gdy robisz pierwszy krok w chmury
Czujesz, że żyjesz
Gdy mokry wiatr smaga twoją twarz
Czujesz, że żyjesz
Gdy deszcz z ogromną siłą uderza o kaptur
Czujesz, że żyjesz
Gdy ze zmęczenia klniesz pod nosem
Czujesz, że żyjesz
Gdy docierasz na szczyt szukając schronienia za skała
Czujesz, że żyjesz
Gdy widzisz, jak słońce powoli przebija się przez chmury
Rozświetlając na chwilę zieloną połoninę
Swoim nieśmiałym blaskiem
Czujesz, że żyjesz
Gdy patrzysz na Biesy, jak w oczy najdzikszej kochanki
Czujesz, że żyjesz
Jak wiesz, że zawsze ktoś na ciebie czeka








środa, 4 maja 2011

Bieszczadzkie Krajobrazy

Oto efekt naszych ostatnich wędrówek po Biesach - ZEN Krajobrazy. Bez ludzi prawie... Część dalsza wyprawy.
 Widok z łąki nad Chmielem - zejście z Otrytu

 Widok z okolic Krzemieńca
 Spalona połonina - widok od strony Tarnicy
 Widok z Bukowego Berda
Zejście łąką z Otrytu w stronę Chmielu

poniedziałek, 2 maja 2011

Otrycka Opowieść

"Księżyc nad Otrytem
Niebo Pełne Gwiazd
Tańczą Szare Popielice
San Usypia Nas..."

Kilka dni temu, w towarzystwie mojego przyjaciela, zawędrowaliśmy po wyczerpującej wędrówce pierwszodniowej i noclegu w Kolibie na pasmo Otrytu - wprost do odwiedzanej już kilkakrotnie wcześniej Chaty Socjologa. Miejsce magiczne, niezwykle urokliwe, pośrodku prastarego lasu otryckiego, na grzbiecie długości 18km, Zachodnie Bieszczady na północ od Sanu. Mieliśmy spać tu zaledwie jedną noc, jednak o poranku nie mogliśmy się oprzeć pozostaniu tutaj jeszcze odrobinę dłużej i pożegnaliśmy naszego przyjaciela, który ruszył w dalszą drogę. Tak pozostaliśmy na Otrycie 3 dni - przedłużając nasz pobyt o kolejny dzień (ostatni nocleg spędziliśmy tu, docierając na górę około godziny 00:30 - idąc długą godzinę nocą przez prastarą puszczę i po drodze mając okazję ujrzeć dorosłego rysia, że o przepięknym niebie pod Otrytem na łące, tuż nad Chmielem nie wspomnę...).
W sumie wracaliśmy do Chaty dwukrotnie. Raz już nawet gotowi do snu w schronisku w Wetlinie, w przeddzień wyjazdu, uznając nasz pobyt w Biesach za niepełny, szybko się spakowaliśmy i wyruszyliśmy na Otryt o 22. Dzięki łaskawości naszego bieszczadzkiego kolegi, który wspomógł nas transportem drogowym. Wieczór na Otrycie po północy już dogasał, ale i tak było warto kolejną noc spędzić w objęciach tego niesamowitego klimatu i w miejscu tak przesyconym wspomnieniami i emocjami tak wielu wspaniałych ludzi.

W tym miejscu pragnę pozdrowić serdecznie i podziękować za wspaniałe towarzystwo następującym osobom: 
- Krzych (Gospodarz) - osoba niezwykle interesująca, bieszczadzki piechur, intelektualista i artysta w jednej osobie, fotografik, a przede wszystkim zacny gospodarz Chaty Socjologa - Dzięki Krzychu za gościnę i wspaniałe towarzystwo!

- Iwan Draganow (Szalony Bułgar), lat 63 - alpinista, kobieciarz, podróżnik, doskonały kucharz i znawca kuchni i alkoholi (w szczególności nalewek :) ), snujący w nieskończoność swoje niesamowite opowieści, obdarzający nas niesamowitą mądrością życiową - Dzięki za wspaniała nalewkę, suszone serce byka i niesamowite rozmowy! Iwan brał udział przy odbudowie Chaty po spaleniu w 2003 roku.

Julo - Warszawiak od 6 pokoleń, jeden z nielicznych jak mniemam, muzyk, menedżer i ojciec. Budowniczy Chaty Socjologa i kilku(nastu) innych. Porzucił doczesności i karierę na rzecz wolności. Szacun !!

Tomek - nasz nocny kierowca i tradycyjny poranny, znajomy od ładnych kilku lat, to jego pierwszego zawsze witamy po przyjeździe :)

I wielu, wielu innych... w tym DJ-a z Poznania za wspaniałą grę na gitarze, młodą studentkę filozofii z Bieszczad (zapomniałem imienia), psa Kazana (alias Psycho(pa)tyk) oraz ekipę z Tundry :)) - schrzaniłeś mi pamiątkowe foto z Iwanem i Magdą chłopie !! :)

Powyżej - Krzych - Gospodarz

Krzych z Iwanem i Kazanem pod szopą
Krzych z Iwanem przy stole

Krzych na schodach do Chaty



 Iwan Draganow


 powyższe - Krzych

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Daaawno Temu...



Kiedyś, na końcu drogi przez Bieszczady, zatrzymaliśmy samochód, weszliśmy w las, by po kilku minutach wyjść na łąkę, gdzie roztaczał się wspaniały widok. Zaczęliśmy snuć plany budowy domu w tym pięknym wymarzonym zakątku, gdy nagle, od strony lasu, na wzniesieniu, zauważyliśmy wychodzące z kniei stado dzikich koni bieszczadzkich – to były Hucuły. Brudne, zaniedbane (bo niby kto je miał szczotkować ?). Zaczęliśmy się skradać w ich stronę, położyłem się przy strumieniu, który niemrawo sączył się z ziemi. Konie otoczyły mnie, wąchały, parę razy nieśmiało trąciły kopytem. Było ich kilkanaście sztuk, w tym źrebaki. Oto jeden z owoców tego niesamowitego spotkania…